PIM-y nadchodzą

Autor: Wimmer
Data 9 Oct 2008Kategoria: Bez kategorii

Możliwości Ajaksa wydają się niezmierzone – obserwując od długiego czasu usługi internetowe, zwłaszcza Google’a, ale także i innych dostawców, nie mogę się nadziwić, jak fantastyczne rzeczy programiści wyciskają ze zbioru starych technologii zapakowanych pod wspólną nazwą AJAX.

Ostatnio dzieje się mała rewolucja w kategorii usług zarządzających osobistymi informacjami, a więc łączących w sobie pocztę elektroniczną, kontakty, zadania do wykonania i kalendarz. Najpopularniejszy system, jakim jest Gmail z przystawkami, jakiś czas temu doczekał się świetnie wyglądającego i działającego konkurenta, jakim jest Zenbe. Microsoftowy Hotmail przygotowuje się do wielkiego relaunchu w ramach Windows Live, Yahoo aktualizuje wreszcie swój leciwy kalendarz mający bodaj dekadę. Jednym słowem, firmy stawiają wyraźnie na cloud computing, które mimo niedawnych zastrzeżeń Richarda Stallmanna przeżywa autentyczny rozkwit.

Sam korzystam ochoczo z usług online, bo pozwalają mi utrzymywać ten sam zbiór istotnych informacji w miejscach dostępnych z każdego miejsca na świecie i każdego komputera. To wygodne, oszczędza czas i zabezpiecza przed utratą danych chronionych przez specjalistów, a do nich mam większe zaufanie niż do siebie – przynajmniej jak chodzi o stronę techniczną. Strach wprawdzie pomyśleć, co stałoby się po przecięciu jakichś kabli transoceanicznych, ale na szczęście szansa zaistnienia takiego zdarzenia jest bliska zeru. Zatem cieszmy się, że mamy tyle dobra za darmo.

A jednak Chrome

Autor: Wimmer
Data 4 Sep 2008Kategoria: Bez kategorii

Czy da się wcisnąć jeszcze jakiś produkt na zatłoczony rynek przeglądarek? Jeśli nie słyszałeś, przykładowo, nazwy Maxthon, to dowiedz się, że ta przeglądarka zanotowała już 160 mln pobrań i ma 30 procent rynku w Chinach - jest nawet w polskiej wersji językowej. A to nic innego, jak oparta na silniku Trident mutacja Internet Explorera, tyle tylko, że znacznie bardziej funkcjonalna niż oryginał. A więc można.

Google zbudował swój Chrome na silniku WebKit, dołożył własny, bardzo szybki interpreter JavaScript, po czym niespodziewanie wrzucił całość do Sieci. O przeglądarce Google’a mówiło się od dawna, ale ciągle pozostawała ona w sferze domysłów - dziś już wiemy, że ten minimalistyczny funkcjonalnie, ale nieźle dopracowany w szczegółach program, będzie służyć przede wszystkim do uruchamiania aplikacji sieciowych - w domyśle, google’owych, jak Gmail, Kalendarz Google, Google Reader i mnóstwo innych. Chrome jest rewelacyjnie szybki i bardzo sprawnie radzi sobie z pocztą czy czytnikiem RSS, a zatem będzie przyciągać coraz większą liczbę internautów.

Nietrudno zgadnąć, że wdzięcznym odbiorcą będą zwłaszcza posiadacze małych notebooków, a już szczególnie netbooków - o zmniejszonej w stosunku do dużych maszyn mocy, dla których wydajność przeglądarki jest kluczem, jeśli nie ma ona zabić komputerka mającego góra gigabajt pamięci. Sam doceniam sprawność Chrome w moim netbooku.

Chrome to sprytny pomysł i wróżę mu jasną przyszłość, choć oczywiście nie będzie miał takich możliwości, jak starannie dopracowane i omnipotentne przeglądarki konkurencji, zwłaszcza Opera i Firefox. Ale to dopiero wczesna wersja testowa beta oznaczona numerem 0.2, zatem wszystko przed nami. Wcale zresztą nie oczekuję fajerwerków i wodotrysków - zadowoli mnie ergonomiczna, szybka i prosta przeglądarka, w której wyświetlę całe swoje sieciowe życie, które coraz bardziej zastępuje tradycyjny desktop computing. Można powiedzieć, że Chrome jest idealnym towarzyszem cloud computing.

BlogIT w IDG - bloguj z WLW

Autor: Wimmer
Data 8 Aug 2008Kategoria: Bez kategorii

IDG postawiło kilka miesięcy nową wersję systemu blogowego, opartą o system WordPress. WordPressa nie trzeba nikomu reklamować, to obok google’owego Bloggera najlepszy obecnie system, o niezmierzonych możliwościach.

Jest jednak pewien problem, który dotknął mnie osobiście już parę razy - pisząc artykuł bezpośrednio online, za pomocą edytora WordPress, po zapisaniu gotowego tekstu po prostu go straciłem. Zniknął jak kamfora, nic nie dały rozpaczliwe poszukiwania. Taka sytuacja budzi zrozumiałą irytację, bo nikt nie lubi marnowania jego pracy.

Rezygnuję z pisania bezpośrednio online, przechodzę do używania narzędzia, które z powodzeniem stosuję od ponad dwóch lat na platformie Blox.pl. Do pracy zaprzęgnę tym razem edytor Windows Live Writer, który osobiście uważam za jeden z absolutnie najlepszych edytorów blogów, jakie się kiedykolwiek pojawiły.

A jak podpiąć do niego konto w IDG? Prosto.

  1. Wybierz w menu edytora Narzędzia - Konta.
  2. Kliknij przycisk Dodaj.
  3. W oknie Dodaj konto dziennika sieci Web zaznacz opcję Inna usługa dziennika sieci Web i kliknij Dalej.
  4. W polu Adres URL strony głównej dziennika podaj adres swojego bloga w IDG, podaj też swoją nazwę użytkownika i hasło. Ponownie kliknij Dalej.
  5. Edytor przeprowadzi wykrywanie ustawień, wykryje m.in. nazwę bloga. Wtedy kliknij przycisk Zakończ.

Od tego momentu możesz pisać z poziomu Windows Live Writera, wybierając po prostu dane konto. Kont w różnych systemach blogowych możesz mieć kilka, a WLW będzie je wszystkie wygodnie obsługiwać. Ten wpis został sporządzony właśnie za pomocą mojego ulubionego Windows Live Writera.

10 punktów

Autor: Wimmer
Data 8 Aug 2008Kategoria: Bez kategorii

Śledzę od dawna statystyki firmy Gemius umieszczane na stronie Ranking.pl, zwłaszcza te, które dotyczą rynku przeglądarek. Od kilku lat staram się popularyzować konkurencyjne dla Internet Explorera przeglądarki, gdy zyskały wystarczającą funkcjonalność, aby stać się lepszą i bezpieczniejszą alternatywą programu Microsoftu - nie tylko popularnej ciągle wersji IE6, ale i nawet lepszej, ale ciągle rozczarowującej IE7. Przez wiele lat, od czasu wyrugowania przez Microsoftu z rynku wszelkiej konkurencji, co stało się w drugiej połowie lat 90., Internet Explorer, mimo wszelkich swoich ułomności, był w zasadzie jedynym wyborem - to “pod niego” webmasterzy pisali strony internetowe, a standardy sieciowe poszły w zapomnienie, bo prawie nikt nie zamierzał tracić czasu na pisanie dwóch wersji stron.

Wielkim przełomem stało się wprowadzenie cztery lata temu pierwszej wersji Firefoksa - startował od zera, a wspólnym wysiłkiem internautów, zwłaszcza blogerów, oraz prasy fachowej, urósł w Polsce do ponad 40%, zaś na świecie do ponad 30. Jak mówią najnowsze statystyki Gemiusa, na naszym rynku Firefox ma łącznie 41,1%, gdy Microsoft 51,3. Różnica spadła już do tytułowych 10 punktów procentowych, od wielu tygodni liderem listy konkretnych wersji jest Firefox 2, Internet Explorer jako grupa jest blisko granicy 50% i ciągle spada, być może do końca roku produkt Fundacji Mozilla stanie się liderem, co miałoby miejsce po raz pierwszy w historii przeglądarek w Polsce. Ostatnim jakimkolwiek innym produktem na tej pozycji był Netscape Navigator dobrze ponad 10 lat temu.

Nie jestem fanatykiem, nie oceniam przeglądarek po nazwach, tylko po funkcjonalności. Opera (zwłaszcza od wersji 9) i Firefox biją tu zdecydowanie produkt Microsoftu, bardzo przyjemnym programem (choć o szczątkowej popularności) jest Flock. Dla mnie liczą się możliwości, efektywność działania w Sieci, bezpieczeństwo. Przez dwa lata domyślną przeglądarką w moim komputerze była Opera, jednak jej kłopoty z obsługą nowoczesnych usług sieciowych, zwłaszcza opartych o technologię AJAX, spowodowały, że stał się nią Firefox. Jest jeszcze jedna cecha Firefoksa o fundamentalnym obecnie znaczeniu - szybkość przetwarzania JavaScript, kluczowego elementu AJAX.

Pod koniec roku na rynek ma wejść Internet Explorer 8 - Microsoft zrealizuje w ten sposób obietnice sprzed dwóch lat, gdy pojawił się IE7. życzę mu oczywiście jak najlepiej, ale zadaję sobie pytanie, dlaczego do tej pory antyczny Internet Explorer 6, przeglądarka rodem z początku obecnej dekady, ciągle o niemal 10 punktów wyprzedza na rynku późniejszą wersję. To nie wina Microsoftu tym razem, tylko leniwych administratorów, którym nie chciało się dokonać wymiany na wersję wydajniejszą, bezpieczniejszą i bardziej zgodną ze standardami. Prawie co trzeci Polak, zapewne głównie z winy adminów rządzących sieciami firmowymi czy szkolnymi, posługuje się leciwym, niewydolnym produktem. To sytuacja zakrawająca wręcz na skandal, bo naraża sporą część internautów nie tylko na niewygody, ale i wręcz utratę danych. To kamyczek do ogródka wielu ludzi po “klienckiej” stronie barykady - nie zwalajmy wszystkiego na Microsoft.

Re-start

Autor: Wimmer
Data 22 Jul 2008Kategoria: Bez kategorii

Zmieniamy się, bo zmienia się wszystko naokoło - próbujemy dotrzymywać kroku Sieci, choć to niełatwe zadanie. Prasa komputerowa i portale informacyjne już dawno straciły status niemal wyłącznego pośrednika między wydarzeniami w Internecie a użytkownikami - ich rolą jest dziś tworzenie wygodnego, scentralizowanego strumienia informacji (zarówno bieżącej, jak i szerszych opracowań), który wyręczy czytelników w poszukiwaniach, choć tutaj muszą z kolei konkurować z kanałami informacyjnymi, które każdy może sobie bez trudu zaabonować w dowolnym czytniku RSS; same zresztą tych strumieni dostarczają.

Dzisiaj każdy zdolny, ambitny i pracowity człowiek - a takich nie brakuje, czego dowodzą blogi - może stać się źródłem istotnej i ciekawej informacji, jeśli nawet nie pierwotnej, bo ta pochodzi od producentów sprzętu, oprogramowania czy usług internetowych, to przynajmniej wtórnej, ale jakoś uporządkowanej, przetrawionej i skomentowanej, wzbogaconej nieraz o własne doświadczenia. Sam przeglądam dziesiątki starannie wyselekcjonowanych blogów technicznych, do których - jako źródeł przydatnej informacji - mam zaufanie.

W tym zalewie informacji trudno jest się przebić, chyba że ma się już jakąś renomę. Nasz portal jest w tej szczęśliwej sytuacji, że serwuje informacje od lat, ma duże doświadczenie, dorobił się pokaźnej klienteli i regularnie mieści się w pierwszej dwudziestce witryn w Polsce, z obrotami ponad 20 mln odsłon miesięcznie. Jednak wymaga to stałej pracy, regularnego dosypywania do kotła, bo wyjść w górę jest ciężko, a spaść można łatwo. Taka jest uroda Sieci. Ale to chyba dobrze.